Bloog Wirtualna Polska
Są 1 116 382 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Jerozolima – miasto trzech religii

piątek, 26 września 2008 15:45

Szósty dzień był bardzo intensywny i to nie tylko, dlatego, że dużo zwiedzaliśmy, ale przede wszystkim z powodu zwiedzanych miejsc. Aż trudno było uwierzyć, że to o czym słyszałam od dziecka może działo się w tym miejscu. Budowle były niezwykłe: Kościół Płaczu wybudowany na miejscu, gdzie kiedyś Jezus siedział i płakał nad Jerozolimą, Kościół Pater Noster czyli miejsce gdzie są zebrane tablice z tekstami Ojcze Nasz w różnych, różnistych językach. Zwiedzaliśmy również Kościół Narodów, który powstał przy Getsemani. Nadal SA tam drzewa oliwne, które może wtedy mogły to „widzieć". Kościół jest bardzo ciemny w środku, bo miał przedstawiać grotę. Niestety, żadne zdjęcia tam nie wyszyły (przynajmniej w moim aparacie). Potem poszliśmy do Kościoła wybudowanego koło sadzawki Bedseda (tam gdzie Jezus uzdrowił paralityka). Następnie przeszliśmy drogą Krzyżową (Via Dolorosa). Słyszałam, że to jest po prostu przejście przez bazar, ale dopiero jak zobaczyłam to uwierzyłam (o ja niewierna). Potem poszliśmy do Bazyliki Grobu Pańskiego.

Bazylika, poświęcona w 336 roku, została zburzona przez Persów w roku 614. Odbudowana przez Bizantyńczyków na krótko przed arabskim podbojem została ponownie zniszczona przez fatymidzkiego kalifa Al-Hakima w 1009 roku. Na jego rozkaz zniszczono też sam grób Jezusa. Odbudowę rozpoczęto już w 1012 roku i zakończono w latach 40. XI wieku. Po zdobyciu Jerozolimy w 1099 roku krzyżowcy rozpoczęli przebudowę bazyliki, która trwała do roku 1149. W późniejszych wiekach bazylika była jeszcze wielokrotnie przebudowywana i remontowana. Obecnie prezentuje dość chaotyczną architekturę. Obecny kształt uzyskała głównie w czasie wypraw krzyżowych. Zasadniczą wyróżnić można następujące jej części: rotundę z kaplicą Grobu Chrystusa w centrum, chór Greków, kaplicę Golgoty, kryptę św. Heleny, klasztor franciszkanów z kaplicą Najświętszego Sakramentu, klasztor grecki z dziedzińcem oraz szereg kaplic usytuowanych przy wspaniałej średniowiecznej dzwonnicy. Opiekę nad budowlą sprawują obecnie duchowni katoliccy (franciszkanie) i prawosławni (głównie greccy i ormiańscy). Na dachu krypty św. Heleny żyją niewielkie wspólnoty mnichów etiopskich i koptyjskich.

W centrum rotundy znajduje się dwuczęściowa kaplica (8 x 5,9 m; wysokość 5,9 m). Przez niewielkie drzwi wchodzi się najpierw do tzw. kaplicy Anioła z centralnie usytuowanym kwadratowym ołtarzykiem. Jego mensa zrobiona jest z fragmentu większego bloku skalnego. Jest to jedyna pozostałość po kamieniu wspominanym w ewangeliach. Miał on być zatoczony u wejścia do grobu Jezusa (por. Mt 27,60). Rozbito go w czasie najazdu perskiego. Z kaplicy Anioła wchodzi się do kolejnego, jeszcze mniejszego pomieszczenia, które miało być właściwą komorą grzebalną. W jej wnętrzu, po prawej stronie znajduje się wykuta w skale wnęka z kamienną płytą, na której miało zostać złożone ciało Jezusa zaraz po zdjęciu z Krzyża (por. Mt 27, 57-65).

W bazylice znajduje się pięć ostatnich stacji drogi krzyżowej. Oprócz grobu Chrystusa w kościele znajduje się także Golgota, a więc skała na której wetknięto Krzyż w czasie ukrzyżowania Jezusa. Dolna część skały widoczna jest w absydzie dolnej kaplicy, zwanej Kaplicą Adama. Z dwóch stron dostać się można po niewielkich schodach na piętro kaplicy Golgoty, która podzielona na pół znajduje się pod opieką franciszkanów i mnichów greckich. Po stronie katolickiej znajdują się współczesne mozaiki przedstawiające Ofiarę Abrahama, płaczące niewiasty oraz ukrzyżowanie Chrystusa. Pomiędzy ołtarzem katolików i wierzchołkiem skały Golgoty umieszczona jest figura Matki Boskiej Bolesnej. Pośród wotów zdobiących czarną marmurową wnękę przechowywany jest ryngraf ofiarowany przez żołnierzy generała Andersa, którzy stacjonowali w Palestynie w okresie II wojny światowej.

W Bazylice odstałam swoje w kolejce do Golgoty, ale to naprawdę jest dziwne, że trzeba wejść pod ołtarz, włożyć rękę do dziury i tam można wymacać skałę. Jakoś nie miałam specjalnie ciepłych uczuć przy tej czynności. A jak zobaczyłam ściśnięty tłum ludzi w oczekiwaniu na wejście do Grot Grobowca, to zdecydowanie zdecydowałam, że lepiej pooglądać inne miejsca w Bazylice a potem oddać się mojemu ulubionemu zajęciu czyli obserwowaniu zachowania innych turystów zwiedzających to miejsce. Było bardzo przyjemnie. Koło godziny 15.00 poszliśmy dalej. Po drodze kupiliśmy „one dolar bread" pyszny chlebek do którego dodawano jeszcze specjalne zioła. Przysmak ten zrobił furorę w naszej grupie.  Pycha.

Poszliśmy na Górę Syjon do Opactwa Zaśnięcia i Wieczernika. Obejrzeliśmy Cardo, Grób Dawida, Grotę św. Hieronima i dotarliśmy do Ściany Płaczu. Tym razem również zrobiła na mnie podobne wrażenie jak poprzedniej nocy. To był ostatni punkt w naszym dzisiejszym zwiedzaniu. Wróciliśmy do hotelu na obiadokolację i zajęcia w podgrupach. Postanowiliśmy z Marcinem i Anetą uczcić piękny widok za oknem jordańskim przysmakiem alkoholowym o hm, interesującym anyżkowym smaku. Na początku ciężko nam wchodził ten specyfik, ale w połowie butelki było już super.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Początek przygody izraelskiej

piątek, 26 września 2008 9:45

Nadszedł czas na obuszczenie Jordanii i rozpoczęcie przygody izraelskiej. To było bardzo ciekawe, chociaż trochę stresujący. Napierw był sklep bezcłowy po Jordańskiej stronie i potem pojechaliśmy przez Most Króla Husseina nad rzeką Jordan, żeby przejechać przez granicę izraelską (po stronie izraelskiej ten most nazywa się Mostem Allenby. Początek był taki, że najpierw trzeba było odebrać z autokaru bagaż, a potem z tym bagażem i paszportem ustawiliśmy się w kolejkę. Tam ważny celnik odbierał walizkę i paszport, przyklejał karteczki z kodem kreskowym i na walizkę i na paszport. Walizkę zabierali, a paszport oddawali. Potem poszliśmy w następną kolejkę na kontrolę bezpieczeństwa. Bardzo dokładnie sprawdzali w tych bramkach. Przechodziłam kilka razy, bo mi fiżbity w biustonoszu dzwoniły. W końcu przeszłam przez inną bramkę, mniej czułą. Całe szczęście bo kobieta, która miała jakieś elementy metalowe w biodrze to musiała iść na kontrolę osobistą. Potem była odprawa paszportwowa, w sumie spokojna.

Najwięcej emocji było przy ostatniej kontroli, bo tam okazało się na co są potrzebne te tajemnicze naklejki na paszporcie. Każdy bagaż był skrupulatnie prześwietlany i dopiero po prześwietleniu wypuszczany. Podchodząc do stanowiska kontrolnego można było sprawdzić czy bagaż już został prześwietlony. Jeżeli nie, to trzeba było czekać. A ja było coś w nim intrygującego celników, to chodził Pan z paszportem od danego bagażu i wzywał osobę z prośbą o stawienie się do długiego stołu, przy którym przy właścicielu bagaż był otwierany i przeszukiwany. Jak wszystko było ok., to bagaż wypuszczano. Nie bardzo wiem, co się działo jak było nie ok., bo u nas w grupie nie było takiego przypadku.

W końcu z wypiekami na twarzy, ale szczęśliwi trafiliśmy do izraelskiego autobusu i ruszyliśmy w dalszą podróż. Nie ukrywam, że dreszcze chodziły mi po plecach, bo słyszałam dużo o tym, co się dzieje w tym kraju. No i faktycznie to co widziałam za oknem nie było radosne. Nie jest łatwo zrozumieć jak to jest z Izraelem i Autonomia Palestyńską, ale wszędzie było pełno check - pointów i to trochę dziwiło i chyba straszyło.

Na początek pojechaliśmy do Jerycha. Jest to jedno z najstarszych miast świata. W Biblii jest wymienione kilkadziesiąt razy. Znane są np. mury Jerycha. Głównym miejscem do zwiedzenia w tym mieście było drzewo sykomory, na które wspiął się celnik Zacheusz. Oglądania nie ma tam dużo, ale oczywiście można kupić pamiątki od miejscowych handlarzy. Potem pojechaliśmy na lunch. Można było zjeść lunch lub ruszyć na zakupy. Wybrałam to drugie i parę drobiazgów kupiłam. Potem usiadłam sobie na murku i podziwiałam otoczenie.

W Jerozolimie mieliśmy obejrzeć wieczorem Bazylikę Narodzenie Pańskiego. Przed dotarciem do kościoła wstąpiliśmy do sklepu, żeby zakupić różańce, które można by potem poświęcić, albo w grocie po przez położenie przy miejscu narodzenia Jezusa, albo przez Franciszkanina z Polski, który tam przebywa. Ostatecznie mogliśmy poświęcić podwójnie. Miejmy nadzieję, że to dobrze będzie działać.

Bazylika została wybudowana nad grotą, uważaną za miejsce narodzin Jezusa. Kościół jest jedną z najstarszych chrześcijańskich świątyń, w której odprawiane są nabożeństwa. Pierwotny kościół, wzniesiony w IV w. przez cesarza Konstantyna, został znacznie przebudowany około 530 r. przez Justyniana.

Cesarz Justynian zamierzał tu stworzyć świątynię, która przyćmi wszystkie inne, łącznie z kościołami Jerozolimy. Poza wielokrotnie wymienianym dachem i posadzką, zasadnicza konstrukcja projektu Justyniana przetrwała do dziś. 6 czerwca 1099 r. kościół przejęli krzyżowcy. Tutaj dokonywali koronacji swoich królów, a w latach 1165-1169 odrestaurowali budowlę, odnawiając dekoracje wnętrz i wymieniając dach. Za czasów Saladyna Arabowie odnosili się do kościoła z należytym szacunkiem. Po pokonaniu egipskiego sułtana przez Mameluków w XIII w. rozpoczął się długi okres bezczeszczenia i zaniedbania świątyni. Sporadyczne remonty =, plądrowanie, trzęsienie ziemi w 1834 r. i pożar w 1869 r., który zniszczył wystrój groty - wszystko to odegrało ponurą i niszczącą rolę.

Po zwiedzeniu kościoła pojechaliśmy już do hotelu. Może nie był to hotel o najwyższym standardzie, ale widok z okna mieliśmy piękny: na wzgórze świątynne. Mogliśmy obserwować złotą kopułę Meczetu na Skale przez całą noc. Piękne, naprawdę piękne.

Kopuła na Skale jest również zwana meczetem Omara, mimo że nie jest typowym meczetem, a czymś w rodzaju pomnika i osłony dla świętej skały, ponieważ wznosi nad świętą skałą, na której Abraham składał ofiarę ze syna swego (1 Mojż. 22:2-19). Według Koranu zaś miał złożyć swego pierworodnego syna Izmaela, od którego pochodzą Arabowie. Koran twierdzi, że właśnie w tym miejscu nastąpiło wniebowstąpienie Proroka Mahometa  (al-mi'rāğ). Według islamskiej tradycji prorok został zabrany z Mekki do Jerozolimy na skrzydlatym koniu, a następnie został zabrany do nieba gdzie Bóg pokazał mu kiedy i jak się modlić. Stanowi to jeden z pięciu filarów, na których opiera się islam. Jest to jedno z najważniejszych muzułmańskich sanktuariów, położone na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. Jest to jeden z najlepiej znanych punktów orientacyjnych miasta.

W jej wnętrzu w litej skale znajduje się grota. Według tradycji muzułmańskiej to pod nią ukryta jest studnia dusz, w której duchy gromadzą się dwa razy na tydzień, by się modlić.

Kopuła została zbudowana po śmierci kalifa Omara za rządów kalifa Abd al-Malika (ukończono ją w 691). Cała platforma Wzgórza Świątynnego, którą przypisuje się Herodowi Wielkiemu, jest przez muzułmanów uważana za miejsce modlitwy, za meczet. Złota kopuła była kopiowana w wielu meczetach w różnych krajach, stając się jednym ze znaków rozpoznawczych islamskiej architektury. W 1545 turecki władca Sulejman Wspaniały zastąpił mozaiki, którymi były pokryte mury budowli od VII wieku, nową pokrywą ceramiczną.

Podczas chrześcijańskiego panowania w Jerozolimie (1099-1187 i 1229-1244) Kopuła na Skale służyła jako kościół.

W Kopule na Skale muzułmanie nie odprawiają modłów zbiorowo - do tego celu służy meczet Al-Aksa wybudowany tuż obok.

Razem z meczetem Al-Aksa tworzy ona jedno z trzech najświętszych miejsc islamu, ustępując jedynie Mekce i Medynie.

Meczet Al-Aksa - trzecie najświętsze miejsce islamu. To w kierunku Meczetu Al-Aksa wznosili modły Muzułmanie zanim Mekka, w zachodniej Arabii Saudyjskiej, stała się głównym centrum Islamu. W meczecie może się pomieścić około 5 tys. wiernych.

Został on zbudowany wraz z Kopułą na Skale (Qubbat al-Sakhra) w latach 660-691 n.e. Obie budowle muzułmanie wznieśli na pamiątkę nocnej podróży proroka Mahometa do Tronu Bożego zwanej Al-Isrā, w którą, wedle tradycji, zabrał proroka archanioł Gabriel (Dżabra'il, Dżibril) i późniejszego wniebowstąpienia Al-Miradż. Meczet Al-Aksa to największa świątynia w Palestynie, mieści do 30 000 wiernych).

Niektórzy historycy architektury uważają, że meczet Al-Aksa ma typową budowę rzymskiej bazyliki i sugerują, że zbudowano go w 536 roku na rozkaz cesarza Justyniania jako kościół Świętej Marii. Arabowie nazywają zresztą dolinę Cedronu, która oddziela Wzgórze Świątynne od Góry Oliwnej - doliną Naszej Pani Marii (Wadi Sitt Maryam). Niewykluczone jest więc, że to właśnie chrześcijanie w ponad 450 lat od zburzenia Świątyni Jerozolimskiej znów uczynili Wzgórze Świątynne miejscem kultu jedynego Boga.

Bazylikowy charakter meczetu Al-Aksa może też być wynikiem wzorowania się jego budowniczych na budowlach chrześcijańskich. W tym okresie architektura islamska nie była jeszcze wykształcona, a w budowie meczetu oraz Kopuły na Skale uczestniczyli bizantyjscy rzemieślnicy.

W 1951 w zamachu podczas wizyty w meczecie zginął król jordański Abdullah I. Zamachowiec usiłował także zabić jego wnuka, późniejszego króla Husajna, ale ten uszedł z życiem. W 1969 chrześcijański turysta Denis Michael Rohan podłożył ogień pod meczet -- w pożarze przepadła bezpowrotnie wspaniała mównica z drzewa cedrowego (minbar), dar sułtana Saladyna.

Od tego meczetu przyjęła miano Druga intifada, nazwana intifadą Al-Aksa, czyli powstaniem w obronie najświętszego dla muzułmanów meczetu w Jerozolimie.

Jeszcze tego samego wieczora wybraliśmy się z Marcinem i Anetą na zwiedzanie Jerozolimy. Głównym celem naszej wędrówki była oczywiście ściana płaczu. Można do niej podejść przez całą dobę.

Ściana Płaczu (zwana też Murem Zachodnim)- tu znajdowały się pierwsza i druga świątynia w starożytnych czasach. To część muru Wzgórza Świątynnego pochodząca z czasów gdy żydowska świątynia stała na wzgórzu. Dla religijnych Żydów, Wzgórze jest miejscem gdzie ludzie zostaną odkupieni po przybyciu Mesjasza. Jest jedyną zachowaną do dnia dzisiejszego pozostałością Świątyni Jerozolimskiej. W chwili obecnej jest to najświętsze miejsce judaizmu. Zachowane mury są fragmentem drugiej świątyni wybudowanej na wzgórzu Moria.

Ściana Płaczu jest częścią świątyni Jerozolimskiej (muru herodiańskiego), odbudowanej przez Heroda, a zniszczonej przez Rzymian. Nazwa pochodzi od żydowskiego święta opłakiwania zburzenia świątyni przez Rzymian, obchodzonego corocznie w sierpniu. Wierni zgodnie z tradycją wkładają między kamienne ściany karteczki z prośbami do Boga.

Nie ulega wątpliwości, że ze wszystkich miejsc zwiedzonych w czasie tej wyprawy Ściana Płaczu zrobiła na mnie największe wrażenie. Zachowanie ludzi, historia oraz atmosfera sprawiły, że naprawdę czułam tam energię. Nie będę się zastanawiać dlaczego akurat tam, a nie w miejscach takich jak Golgota czy Grota Grobu. Po prostu tak było.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zadziwiające odkrycia

czwartek, 25 września 2008 20:18

Poranne zajęcia w każdym hotelu i kraju są podobne: śniadanie, pakowanie i wyjazd do nowego miejsca przeznaczenia. Ten poranek był całkowicie standardowy. Przed nami było sporo kilometrów i dużo nowych wrażeń.

Pierwszy przystanek tematyczny był przy Górze Nebo. Jest to bardzo ciekawe miejsce, bo ściśle związane z czterdziestoletnią podróżą Mojżesza i ludu wybranego po pustyni:

Według lokalnej tradycji potwierdzonej m.in. świadectwami starożytnych pątników, z Góry Nebo biblijny Mojżesz miał zobaczyć Ziemię Obiecaną, do której nie było mu jednak dane wkroczyć razem z plemionami izraelskimi. Dzisiaj na szczycie znajduje się Sanktuarium Mojżesza z parkiem archeologicznym, którym opiekują się franciszkanie z Kustodii Ziemi Świętej. Miejsce jest czczone przez wyznawców religii abrahamowych: żydowskiej, chrześcijaństwa oraz islamu. Przy klasztorze działa Franciscan Archaeological Institut, jednostka jerozolimskiego Studium Biblicum Franciscanum.

Antycznymi zabytkami opiekują się od 1932 zakonnicy z Kustodii Ziemi Świętej, którzy posiadają na terenie parku archeologicznego niewielki konwent. Teren jest własnością Kościoła katolickiego. Wspólnota jest często odwiedzana przez przyjeżdżające do Jordanii koronowane głowy i prezydentów państw. Dnia 19 marca 2000 Górę Nebo odwiedził Jan Paweł II w czasie swojej 91. podróży apostolskiej. Papież zasadził drzewo oliwne obok pozostałości bizantyjskiej bazyliki.

Charakterystycznym symbolem sanktuarium jest wężowaty krzyż z brązu autorstwa włoskiego artysty Giovanniego Fantoniego. Jest on odwołaniem do dwóch wydarzeń biblijnych: wywyższenia przez Mojżesza węża miedzianego (Lb 21,4-9) oraz wywyższenia na krzyżu Syna Człowieczego (J 3,14). W roku 2000, z okazji papieskiej wizyty ustawiono na terenie sanktuarium Monolit Jubileuszowego Roku 2000 (rzeźb. Vincenzo Bianchi). Łacińska inskrypcja zaczerpnięta została z Listu do Efezjan (4,6).

Krzyż z brązu zrobił na mnie ogromne wrażnienie, a i widok na dolinę Jordańską był przepiękny. Mieliśmy trochę czasu, żeby móc sobie porobić zdjęcia ;-), lub pomyśleć jak czuł się Mojżesz spoglądając z tej góry na Ziemię Obiecaną i czując rozdzierający sercę żal, że nie dane mu będzie dalej pójść. To musiało być strasznie po 40 latach zmierzania do celu mieć możliwość jedynie ten cel podziwiać z daleka...

Po chwili refleksji na Górze Nebo pojechaliśmy do Madaby, tzw. miasta mozaik, żeby zobaczyć mozaikę złożonej z 2 mln. kawałków, przedstawiającą mapę Ziem Biblijnych.

Mozaika znajduje się w bazylicy św. Jerzego. Mimo że mozaika jest ciekawa, to bardzo zniszczona. Trudno uwierzyć, że tam było 2 mln kawalków. No, ale jako to kobieta - nie znam się.

 

Następnie pojechaliśmy do Ammanu, a ponieważ jeszcze było wcześnie to mieliśmy możliwość skorzystania z wycieczki fakultatywnej do Jarasz. Oczywiście jeżeli ktoś nie miał ochoty oglądać kolejnych ruin mógł we własnym zakresie zwiedzić sobie Amman. Jak zwykle mnie od ruin nie da się odciągnąć, więc pojachałam do Jarash. I nie zawiodłam się.

Ruiny Dżerasz (Jerash) odkrył w 1806 r. niemiecki archeolog Ulrich Seetzen, ale prace wykopaliskowe rozpoczęto dopiero w latach 20. Trwają one zresztą do dziś i choć odkopano tu dwa teatry, niecodzienne owalne forum, świątynie, kościoły, targowisko i łaźnie, ocenia się, że pod ziemią wciąż pozostaje aż 90% zabudowań. W okresie największej świetności miasto liczyło, jak się szacuje, około 15 tys. mieszkańców i mimo że nie leżało przy żadnym ważnym szlaku handlowym, świetnie prosperowało dzięki uprawom zbóż na okolicznych polach. Teren wykopalisk można zwiedzać codz. od 7.30 do zmroku; wstęp dla obcokrajowców kosztuje 5 JD.

Na miejscu jest centrum turystyczne ze sklepikiem z pamiątkami i pocztą oraz kilka punktów gastronomicznych. Ze względu na dobrze opracowaną i przejrzystą mapkę warto się zaopatrzyć w bezpłatną broszurkę Jerash, wydaną przez Jordańską Radę Turystyki. W lipcu i sierpniu w mieście odbywa się ponadto festiwal kultury z udziałem miejscowych i zagranicznych artystów, w czasie którego można obejrzeć wystawy tradycyjnego rzemiosła.

 

Wykopaliska wskazują, że miejsce to było zamieszkane już w neolicie, ale na znaczeniu zyskało naprawdę dopiero w czasach Aleksandra Wielkiego (332 r. p.n.e.).

W 63 r. p.n.e. rzymski dowódca Pompejusz podbił ten region i Dżerasz weszło w skład prowincji Syrii, a wkrótce potem stało się członkiem Dekapolis (handlowego stowarzyszenia 10 miast, utworzonego przez Pompejusza po podbiciu przez niego Syrii i Palestyny w 64 r. p.n.e.). W ciągu dwóch kolejnych stuleci wzbogaciło się ogromnie na handlu z Nabatejczykami. W I w. n.e. dokonano całkowitej przebudowy miasta, opierając się na typowym rzymskim planie - między dwoma szeregami kolumn biegła główna ulica, przecięta dwiema przecznicami.

Po podbiciu królestwa Nabatejczyków przez Trajana (ok. 106 r. n.e.) Dżerasz rozkwitło jeszcze bardziej, a wiele z dopiero co postawionych budowli zburzono, by zastąpić je jeszcze wspanialszymi. W 129 r. z okazji wizyty cesarza Hadriana na południowym krańcu miasta wzniesiono łuk triumfalny.

Najszybszy rozwój nastąpił w początkach III w. n.e., kiedy Dżerasz zyskało rangę kolonii, ale już niebawem rozpoczął się powolny proces upadku miasta. Jedną z najważniejszych przyczyn był zmierzch handlu opierającego się na karawanach, wypartych stopniowo przez kupieckie statki.

W połowie V w. główną religią wyznawaną w całym regionie stało się chrześcijaństwo, czego efektem było masowe budownictwo kościołów. Za Justyniana (527-565) postawiono ich aż siedem, głównie z kamienia uzyskanego ze zburzonych świątyń pogańskich. Po najeździe Persów w 614 r. i zdobyciu miasta przez muzułmanów w roku 636, a następnie serii trzęsień ziemi w roku 747 liczba mieszkańców spadła do jednej czwartej stanu szczytowego.

W XII w. krzyżowcy urządzili tu sobie na krótko garnizon wojskowy, ale potem miasto zupełnie się wyludniło i zostało zasypane przez piasek. Sytuację zmieniło dopiero osiedlenie się na tych terenach w 1878 r. grupy Czerkiesów.

Zwiedzanie tego miasta, a w zasadzie jego ruin sprawiło mi ogromną przyjemność. Ciekawostką był koncert, lub raczej mini koncert jordańskich szkotów, którzy w jednym z dwóch teatrów rzymskim grali z ogromnym wigore. Dodatkową atrakcją była wycieczka młodzieży jordańskiej, która bardzo wesoło i żwiołowo reagowała na te starożytne pozostałości ;-). Na dłuższą metę byłoby to męczące, ale przez kilkanaście minut dało się to wytrzymać.

Wracając do hotelu mogliśmy podziwiać piękny zachód słońca, a poza tym krajobrazy były bardzo różne od tych, które podziwialiśmy na południu kraju. Już nie było tak pustynnie i sucho, wszędzie było widać zieleń i uprawy. Jakbyś już byli w innym kraju. Niestety wycieczka się skończyła i trzeba było wracać do Hotelu o wdzięcznej nazwie ....., ale tak naprawdę to hotel był kiepski. Obiadokolacja była bardzo nędzna, a na stół nam postawili butelki z wodą kranówą. Zanim się niektórzy spostrzegli już się napili i blady strach padł na członków wycieczki. Co prawda nasz pilot zapewniał nas, że w Jordanii nie ma zemsty żadnego władcy, ale samopoczucie niektórych wycieczkowiczów przeczyło tym słowam w sposób bardzo jaskrawy.

Żartobliwym zakończeniem tego dnia był deser roznoszony od drzwi do drzwi, bo oczywiście na kolacji „zapomniano" go wystawić. Oj ten hotel nie zostanie w mojej pamięcy w kąciku przyjemnych wspomnień.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zwiedzanie Petry i pustyni Wadi Rum

czwartek, 25 września 2008 8:59

Obudzono nas skoro świt. Spakowałam walizeczkę i sama ją zaniosłam przed hotel (za każdą pomoc na Synaju oczekują jednego dolara - chyba oszaleli). Rozpoczęła się część objazdowa. Najpierw pojechaliśmy jeszcze do kilku hoteli po innych uczestników objazdówki (ja wsiadałam już do całkiem nieźle wypełnionego autokaru) i jak już wszyscy wsiedli to za 200 metrów kazali nam wysiąść, zabrać bagaże i udać się do przejścia granicznego Egipt - Izrael.  Napierw opuściliśmy Egipt. Nasze paszporty zostały ostemplowane pieczątką wyjazdową, musieliśmy też wypełnić kartę wyjazdową. Potem poszliśmy pieszo do przejścia  granicznego Izraelskiego. Tam odprawa była bardziej skomplikowana niż w Egipcie (podchodziliśmy po dwie osoby do dwóch celników i oni zadawali nam pytania typu „Bożena... „ (należało dokończyć nazwiskiem oczywiście własnym), potem pytanie o broń, o pakunki przekazane przez kogoś do przewiezienia itp. Następnie sprawdzanie bagaży (głównego i podręcznego) przez rengena, a ja musiałam przejść przez bramkę z wykrywaczem metali (bardzo dokładnie sprawdzali, pani przede mną musiała zdjąć wszystkie branzoletki, a miała ich chyba 50 szt.). Potem jeszcze odprawa paszportowa i już jesteśmy na stronie izraelskiej. Wsiedliśmy do izraelskiego autokaru, który nas zawiózł do przejście granicznego Izrael - Jordania. No i poznaliśmy też naszego pilota Kamila. Nie należy sądzić ludzi po wyglądzie, ale nie zapowiadało się to najlepiej ...

Do przejścia granicznego jechaliśmy przez miasto Eliat, które jest bardzo nowoczesnym kurortem wypoczynkowym izraelskim (dostęp do Morza Czerwonego jest bardzo wąski w Izraelu - chyba tylko 7 km), potem opuściliśmy Izrael i pieszo poszliśmy do granicy z Jordanią. Na tej granicy spędziliśmy kilka godzin i to (zdaje się) z powodu braków organizacyjnych, bo spóźnił się przedstawiciel jordańskiego biura podróży i musieliśmy na niego czekać. Kiedy się zjawił okazało się, że musimy czekać aż grupa Hiszpanów zostanie odprawiona. Czekanie w słońcu nie było wcale przyjemne, ale nie mogliśmy nic na to poradzić. Przy okazji okazało się, że w naszej grupie jest ojciec pilota -  Kamila oraz czwórka jego znajomych (też piloci z żonami).

W końcu zostaliśmy odprawieni i mogliśmy zająć miejsca w autokarze jordańskim i wyruszyć na zwiedzanie Jordanii. Na ten dzień mieliśmy przewidziane zwiedzanie Petry oraz wizytę na pustyni Wadi Rum. Pilot poopowiadał nam trochę ciekawostek o Jordanii i robił to bardzo fajnie.

Petra robi wrażenie. Skały są przepiękne, a i dzieło Nabetajczyków nie ustępuję pięknem skałom. Do zwiedzania jest udostępniona tylko część tego miejsca (ok. 1/5). W czasach antycznych, w okresie od III w. p.n.e. do I w. n.e., miasto przeżywało czasy swojej świetności, będąc stolicą królestwa Nabatejczyków. Sami Nabatejczycy zwali Petrę Rqm (Rakmu), co oznacza "wielobarwna". Pierwsze znane nam wzmianki o zamieszkujących Petrę Nabatejczykach pochodzą z IV w. p.n.e., ale z pewnością byli oni tam już wcześniej - najprawdopodobniej od VI w. p.n.e., kiedy to wyparli stamtąd Edomitów. Od III w. p.n.e. rola miasta znacznie wzrosła, gdyż dzięki lokalizacji na skrzyżowaniu szlaków handlowych - z Indii do Egiptu oraz z południowej Arabii do Syrii - stało się ważnym węzłem komunikacyjnym i handlowym w tym regionie. Nabatejczycy z Petry czerpali zyski zarówno z zaopatrywania karawan w wodę i inne niezbędne środki w trakcie podróży, jak również z nakładanych na kupców różnych opłat i handlu towarami (np. srebrem, kadzidłem, mirrą, żelazem, miedzią, złotem, kością słoniową). Bezpieczne położenie miasta wśród skał to kolejny czynnik, który wpłynął na wzrost znaczenia Nabatejczyków i rozkwit Petry.

W okresie hellenistycznym, który dla Petry rozpoczął się odparciem wojsk Antygona Jednookiego w 321 r. p.n.e., Nabatejczycy zamieszkujący Petrę wiedli dość spokojne życie, skutecznie odpierając zakusy Ptolemeuszy i Seleucydów na swoją niezależność. Niewiele wiemy o tym okresie rozwoju skalnego miasta, jednakże to właśnie wtedy Petra stopniowo stawała się stałym osiedlem o charakterze miejskim. Coraz większa słabość imperiów hellenistycznych, sprzyjała rozwojowi Petry, która stała się ośrodkiem prężnej monarchii Nabatejczyków, stale rozszerzającej swe władanie kosztem upadających mocarstw - głównie seleucydzkiego.

Nie wiadomo czy Aleksander Janneusz, który w r. 90 p.n.e. zajął Edom i Moab, przejął kontrolę nad Petrą, być może tak, ale tylko nominalną, gdyż samo miasto było bardzo trudno podporządkować. Gdy w 64 p.n.e. na Bliskim Wschodzie zjawił się rzymski wódz Pompejusz Wielki, zaprowadzając nowe porządki polityczne w tym regionie, nie udało mu się narzucić panowania Nabatejczykom nie mówiąc już o zdobyciu Petry. W 62 p.n.e. przeciwko Petrze wyprawił się kwestor Pompejusza Marek Emiliusz Skaurus lecz wycofał się podobno po otrzymaniu łapówki 300 talentów. Nie udało się zdobyć Petry później ani królowi Judei, Herodowi Wielkiemu, próbującemu zdobyć Petrę razem z egipską królową Kleopatrą, ani też cesarzowi Oktawianowi Augustowi. Niemniej jednak, chociaż militarnie nie zdobyta, ani nie będąca tworem rzymskim, Petra czuła respekt przed Rzymem i swoimi siłami wspierała imperium (np. podczas tzw. wojny aleksandryjskiej w 47 r. p.n.e.). Dawało to władcom skalnego państwa status państwa klienckiego, cieszącego się jako sojusznik imperium znaczną dozą niezależności. Właśnie na ten okres przypada apogeum znaczenia i rozkwitu miasta, szczególnie za czasów panowania króla Aretasa IV (9 p.n.e. - 40 r. n.e.). Szacuje się, że liczba mieszkańców miasta wahała się wówczas w granicach 30-40 000.

Stan formalnego sojuszu i względnej niezależności Petry, trwał aż do czasów cesarza Trajana, który zajął miasto w 106 r., w rok po śmierci ostatniego jej władcy Rabela II i ustanowił w nim stolicę nowej prowincji rzymskiej - Arabii. W zasadzie aneksja Petry przez Rzym przeszła bez komplikacji i oporu ze strony miejscowej ludności. Był to jednak kres niezależnego królestwa Nabatejczyków. W dalszym ciągu jednak Petra była ważnym centrum handlowym w regionie, a podniesienie przez Trajana jej statusu z grodu - osiedla tubylczego do rangi miasta rzymskiego, w dużym stopniu przyczyniło się do jej rozwoju. W roku 130 zawitał tam cesarz Hadrian w ramach inspekcji wschodnich prowincji państwa, a także w celach turystycznych. Cesarz ten, lubiący odwiedzać ciekawe miejsca i skądinąd znany jako architekt z zamiłowania, przyczynił się do pewnej rozbudowy centrum miasta. W ramach Pax Romana Petra za czasów Antoninów i Sewerów przeżywała swój ekonomiczny i kulturowy renesans. Po soborze nicejskim w 325 r. w mieście zaczęło dominować chrześcijaństwo i tak było aż do najazdu arabskiego w VII w. W średniowieczu, w okresie wypraw krzyżowych, Petra była zajęta przez krzyżowców, którzy zbudowali tutaj dwie cytadele. Miasto zdobyte następnie przez Saladyna, zostało w znacznym stopniu zniszczone i popadło w ruinę, z której się już nie podniosło. W upadku Petry miały też swój udział klęski żywiołowe, a konkretnie trzęsienia ziemi z lat 110, 303, 363, 505 i 551. Szczególnie trzęsienie z 363 r. spowodowało wiele zniszczeń i przyczyniło się do znacznego wyludnienia miasta.

Od 1965 roku prowadzone są w mieście intensywne prace archeologiczne. 7 lipca 2007 obiekt został ogłoszony jednym z siedmiu nowych cudów świata.

Szkoda, że nie mieliśmy więcej czasu na podziwianie Petry, ale tak to już bywa na objazdówkach. Albo się widzi dużo miejsc, ale mało czasu się tam spędza, albo się jest ile chce, ale nie zobaczy się tylu miejsc.

 

Po drodze pojechaliśmy na lunch (ja zrezygnowałam z tej przyjeności i poszłam wymienić pieniądze na dinary jordańskie (są więcej warte niz dolary czy Euro). Potem ruszyliśmy na pustynię Wadi Rum. Tam mieliśmy pojechać jeepami (oj, były to mocno zużyte maszyny, a kierowca chyba nie był pełnoletni). Pustynia jest piękna

 

Wadi Rum to po Petrze chyba największa atrakcja turystyczna Jordanii, urzekająca jednymi z najpiękniejszych pustynnych krajobrazów na świecie. Z piaszczystego dna doliny wyrastają majestatyczne nagie skały.

Podczas antytureckiego powstania Arabów obozował tu często T.E. Lawrence, nic więc dziwnego, że i David Lean kręcił potem w tych plenerach część scen do biograficznego filmu Lawrence z Arabii. W cieniu skał leży mała, ale rozrastająca się osada Rum z posterunkiem Pustynnego Patrolu. Na całym obszarze Wadi Rum żyje ok. 4 tys. ludzi, w większości Beduinów.

Na zwiedzanie Wadi Rum warto poświęcić przynajmniej trzy dni z dwoma noclegami. Noc spędzoną pod bajkowym, rozgwieżdżonym niebem w niemal absolutnej ciszy pamięta się do końca życia. To samo można powiedzieć o wschodach i zachodach słońca, zwłaszcza jeśli oglądać je ze skał, których kolory zmieniają się wówczas dosłownie w mgnieniu oka.

Formację zwaną Pustynnym Patrolem zorganizowano do patrolowania granic i utrzymywania porządku pośród krnąbrnych mieszkańców pustyni. Dziś żołnierze poruszają się szybkimi niebieskimi samochodami terenowymi z zamontowanym karabinem maszynowym i zajmują się głównie ściganiem przemytników na granicy z Arabią Saudyjską. Niekiedy ratują z opresji zabłąkanych turystów, a wielbłądów, luźnych szat koloru khaki, ozdobnych ładownic, strzelb i wiszących u pasa sztyletów używają jedynie podczas rozmaitych uroczystości. Nadal jednak wyglądają niezwykle fotogenicznie i chętnie pozują do zdjęcia każdemu, kto się do nich przysiądzie, by porozmawiać i napić się herbaty.

Za wstęp na teren Wadi Rum płaci się 1 JD, co uprawnia do wypicia w punkcie kontrolnym kawy lub herbaty. Wjeżdżający samochodem terenowym płacą 4 lub 5 JD, w zależności od tego, czy jest on wypożyczony, czy też prywatny.

Olbrzymiego Dżabal Rum (Jebel Rum; 1754 m), wyrastającego obok szerokiej na 2 km głównej doliny, nie sposób nie zauważyć.

W pobliżu wioski Rum, zamieszkanej przez ok. 30 beduińskich rodzin, znajduje się kilka interesujących miejsc, w tym - oddalone o 2 km na południowy zachód - raczej nijakie jeziorko nieruchomej wody zwane Studnią Lawrence'a, z wyrytymi na pobliskich skałach nabatejskimi napisami. Rekompensatą za bardzo prawdopodobne rozczarowanie jest wspaniały widok na Dżabal Chazali (Jebel Khazali) i okolice. 

 

Na pustyni mieliśmy okazję dać się oczarować grze kolorów na skalach i na piasku, a potem skosztować herbatki beduińskiej. Co prawda dla mnie akurat nie starczyło, ale pewnie byla pyszna. Trochę szkoda, że samych beduinów nie było, tylko zostawili herbatę i szklanki oraz trochę herbatki w woreczkach, gdyby ktoś chciał ją kupić. Trochę to było niesamowite, że zakupy można było robić „zaocznie" bo nie było sprzedających. Po atrakcjach na pustyni wróciliśmy do naszego autokaru i pojechaliśmy na nocleg do hotelu w Aquabie. Hotel nazywał się Petra International Hotel i był porządny, chociaż np. jedzenie było raczej skromne. Ale co tam, nie przyjechałam tutaj żeby się objadać. Po kolacji wyprawiłam się na zakupy alkoholowe, bo wymyśliłam, że to dosyć przewrotny prezent z kraju arabskiego. Kupiłam coś co nazywało się Arak i było w ciekawym opakowaniu. Jak się okazało parę dni później w samku było anyżkowe (ale nie uprzedzajmy wypadków ;-)).

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lenistwo w Tabie

środa, 24 września 2008 16:29

Na znak swojego niezadowolenia postanowiłam cały dzień spędzić przed telewizorem w pokoju. Jedynie wyszłam na śniadanie i obiadokolację. No i jeszcze na tzw. spotkanie informacyjne. Było to bardzo zabawne spotkanie. Alfa Star z niewiadomych powodów (prawdopodobnie z oszczędności) nie polskiego rezydenta, a jedynie pracowników lokalnego kontrahenta, którzy „robią” za rezydentów. Chłopaki mówią po polsku, ale oczywiście raczej tak sobie no i prowadzą swoje sprawy dosyć interesująco. Jako osoba zainteresowana pracą w turystyce patrzyłam na to z szeroko otwartymi oczami. To jest raczej Study Tour niż wyjcieczka. Rezydent w zasadzie nic nam nie powiedział, pokłócił się trochę z turystami i zebrał pieniądze (dewizową część w wysokości 80 dolarów) na objazdówkę oraz poinformował nas, że następnego dnia wyjazd o 5.30 i to było całe spotkanie organizacyjne. Zajęło ok. 20 minut (razem z czasem potrzebnym na wypisywanie pokwitowań). Bardzo ciekawe przeżycie.

 

Reszta dnia minęła mi spokojnie na oglądaniu, czytaniu materiałów na egzamin na pilota wycieczek i pisanu sms do znajomych.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 20 września 2014

Licznik odwiedzin:  15 575  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Jest to krótkie opis mojej fascynacji i można chyba śmiało powiedzieć miłości do Starożytnego Egiptu.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 15575

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl